|
Przeglądasz jeden z wielu najciekawszych opisów zamieszczonych w naszym portalu.
Jestem już stara i schorowana, w końcu dziewięćdziesiąt lat to niemały szmat czasu, ale na szczęście pamięć mam dobrą i niezawodną, w przeciwieństwie większości moich rówieśników. Nie żeby tak dużo z nich jeszcze żyło, ale ci, co pozostali, to już prawdziwe starowinki. Ja mam to szczęście, że i chodzę i słyszę, ale przede wszystkim to wspominam. Lubię wracać do czasów, kiedy poznałam mojego zmarłego już męża, kiedy chodziliśmy na randki do kawiarenek w Wenecji, bo tam się poznaliśmy. Nikt nam wtedy nie przeszkadzał, pływaliśmy gondolami, jedliśmy lody i na nic poza sobą nawzajem nie zwracaliśmy uwagi. Dla Łukasza przestały się wtedy liczyć wszystkie dziewczyny, które otaczały go dotychczas wianuszkiem uwielbienia. Nie dziwota – był wszak najprzystojniejszym i najbardziej majętnym młodzieńcem w towarzystwie. A jednak nic sobie z tego nie robiłam. Zauroczyłam go właśnie tą swoją obojętnością i pewnością siebie. Chodziły o mnie plotki, że nigdy nie wyjdę za mąż, bo jestem zbyt harda. To go tak zafascynowało, że zawziął się i mnie oczarował. Nie poszło mu łatwo, o nie! Byłam przecież szlachcianką, wykształconą we Francji i pewną siebie, ale na miłość nie ma mocnych;) Dałam się pokonać i uległam…
|